niedziela, 12 stycznia 2020

Sałatka szefowej

Dziś jest Dzień Wegetarian  a więc specjalnie na ten dzień danie bezmięsne. Po raz pierwszy  zjadłam  je na parapetówce u mojej , aktualnie już byłej, ale jakże prześwietnej szefowej. Może zastanawia Was dlaczego byłam na parapetówce u przełożonej ale każdemu życzę, takiej wspaniałej osoby jako szefa.  Zdarzyło mi się, przez moment pracować w jednym z najlepszych zespołów na świecie i bardzo żaluję, że ta przygoda się zakończyła.  Wracając jednak do tematu - kuchnia tej kobiety to też prawdziwy majstersztyk. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie wzięła przepisu na jedno z pysznych podawanych tam dań. Sałatka prosta, bardzo szybka,  dość tania , syta a do tego smaczna.
Z góry też bardzo proszę o wybaczenie ale padł mi aparat fotograficzny i zanim kupię nowy muszę posługiwać się komórką....

Sałatka szefowej :

- pół opakowania mixu sałat ( w oryginale z roszponką ale jak ktoś nie lubi może bez...)
- jeden naprawdy mały korzeń selera albo pół średniej wielkości
- 2 jabłka
- 3 solidne łyżki majonezu ( takie z górką) 
- ok 50 g żurawiny lub rodzynek
- orzechy  ( dowolne choć ja wolę wersję z pistacjami lub orzechami włoskimi)


Seler obieram ze skórki i ścieram na tarce o dużych oczkach ( takich jak do ogórków). Jabłka również obieram, pozbawiam gniazd nasiennych i ścieram znów na tarce o dużych oczkach. I to w zasadzie tyle jeśli chodzi o przygotowania. W salaterce lub półmisku układam najpierw sałatę, potem starty seler a następnie starte jabłka. Na koniec kładę warstwę majonezu. Na to posypuję żurawinę lub rodzynki i orzechy. Danie najlepiej włożyć na pół godziny do lodówki przed podaniem. Ta ilość składników spokojnie starczy Wam na solidne porcje dla 4 - 5 osób.


sobota, 4 stycznia 2020

Klopsiki gotowane wg diety 5 przemian

Dziś dietetycznie. Przepis pochodzi z książki " Filozofia Zdrowia" A. Ciesielskiej. Danie to polecam wszystkim , którzy mają kłopot z przewodem pokarmowym. Jest lekkie, łatwo strawne i naprawdę smaczne. Robię je dość często i teraz dodaję do smaku większą ilość przypraw, które lubimy. W przepisie tym jest niezwykle ważne aby zachować kolejność dodawania produktów oraz aby znalazły się tam wszystkie przyprawy więc przed przygotowaniem polecam dokładnie sobie wszystko sprawdzić. Przepis zawiera w sobie bardzo dużo ziół, które dodawane w odpowiedniej kolejności dają odpowiednią korzyść dla zdrowia a oprócz tego walor smakowy. Na początek polecam zrobić według przepisu a potem w zależności od Waszych kubków smakowych dodajcie więcej lub mniej tego co Wam smakuje ;)

Składniki :
- 1 kg mięsa wołowo- wieprzowego
- 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
- 2 jajka
- 1 średnia cebula biała
- sól, pieprz, mielony imbir, kolendra, pieprz cayenne, vegeta, bazylia, natka pietruszki , majeranek, kurkuma, tymianek, liść laurowy,  koperek, kminek, ziele angielskie- zioła spokojnie mogą być suszone.
- 2 małe czerstwe bułeczki.


Wykonanie:
Mięso mieszam z 1 łyżeczką mąki i jajkami. Dodajemy startą lub zmieloną cebulę, pół łyżeczki imbiru, na czubku łyżeczki pieprz cayenne, pieprz do smaku i wszystko znów mieszam. Dodaję do smaku sól i pół łyżeczki vegety i znów mieszam. Teraz pora na wymoczone i bułki. Możecie je zmielić lub dobrze rozdrobnić - zależy od ilości czasu jaki macie Ja raczej rozdrabniam. Znów mieszam. Teraz dodaję łyżkę pietruszki i bazylię do smaku.  Teraz dodaję szczyptę kurkumy i majeranek. W przepisie jest pół łyżeczki majeranku ale ja daję więcej bo lubimy smak tego zioła. Formujemy klopsiki.
W garnku gotuję 1,5 litra wody ze szczyptą kurkumy i tymianku. Po zagotowaniu dodaję pół łyżeczki kminku. W tym momencie wkładam klopsiki.  Dodaję 1/3 łyżeczki imbiru, liść laurowy, 4 ziarna ziela angielskiego i pieprz do smaku. Chwilę gotuję po czym dodaję sól do smaku  i gotuję 20 min. Dodaję szczyptę bazylii i pietruszkę ( można dodać koperek i majeranek). W oryginalnym przepisie stoi, że można sos zagęścić mąką pszenną i dodać masła. Ja tego nie robię bo zwyczajnie nie lubię i wydaje mi się to trochę za tłuste. Wam zostawiam według uznania.





piątek, 22 listopada 2019

Kalafiorowe risotto

Gotowanie sprawia mi przyjemność i pozwala się odprężyć. Lubię wynajdywać nowe przepisy i tym razem było podobnie. Danie jest  szybkie, niedrogie i zdrowe. Wydaje mi się, że jest świetne jako kolacja ale i obiad. Jestem ciekawa Waszych opinii.

Składniki:
- pół małego kalafiora ( drugie pół możecie śmiało zamrozić , będzie druga porcja)
- 1 mała żółta papryka
- 1 mała czerwona papryka
- 2 - 3 łodygi selera naciowego
- garść natki pietruszki i szczypiorku
- 2 średnie jajka kurze
- 250 g boczku wędzonego
- 1 łyżka sosu sojowego
- 1 łyżka oleju rzepakowego ( bo takiego używam w domu, możecie wziąć inny)
- sól, pieprz do smaku

Wykonanie:
Kalafior myję, dzielę na różyczki a potem drobno siekam. Na patelni rozgrzewam olej. W tym czasie kroje boczek w kawałeczki. Wrzucam go na rozgrzany tłuszcz. Podsmażam a w tym czasie kroję papryki w kostkę , selera w paseczki. Wrzucam warzywa do boczku. Smażę kilka minut i dodaję  kalafior. Polewam sosem sojowym i smażę do miękkości warzyw. W czasie smażenia siekam natkę i szczypiorek. Na koniec smażenia robię w środku warzyw dołek i wbijam jajka a następnie szybko mieszam razem z natką i szczypiorkiem. Doprawiam do smaku. 




wtorek, 20 listopada 2018

Krem z pietruszki z pasternakiem

    Nadeszły zimne dni w związku z czym warto byłoby  się trochę rozgrzać. Moim zdaniem nic tak nie rozgrzewa jak talerz ciepłej, pożywnej zupy. U mnie w domu jada się dość dużo zup i wciąż się głowię jaką nową tu wymyślić , żeby rodzina była zadowolona , żeby było smacznie , niedrogo, pożywnie ale i trąciło czymś, czego jeszcze nie jadłam. Stąd pomysł na tę zupkę.   
    Pietruszka....do tej pory istniała dla mnie tylko nać, którą uwielbiałam i nadal wielbię. Korzenia używałam wyłącznie do wzbogacenia smaku wywarów, względnie do sałatki warzywnej lub pasztetu. No bo w końcu za jakie grzechy mam jeść korzeń....otóż niesłusznie. Ta zupa sprawiła, że polubiłam i korzeń pietruszki. Nie wiem czy wiecie ale zawiera w sobie bardzo dużo żelaza i powinno się znaleźć w diecie każdej zmęczonej osoby a nie tylko anemików ;) W zupie zawarłam więc i korzeń i nać pietruszki co dało walory nie tylko wizualne ale też smakowe.
          "Figa z makiem z pasternakiem" - jako dziecko często to mówiłam kiedy nie chciałam czegoś komuś powiedzieć albo dać. Nie wiedziałam wtedy, że pasternak to wspaniałe , zdrowe warzywo. Zostało , sami przyznacie, mocno zapomniane.  Jeśli na niego spojrzymy możemy pomylić go z korzeniem pietruszki, dla mnie to jednak troszkę " opalona" pietruszka. Smak zaś ma słodko- orzechowy. Ma mnóstwo właściwości odżywczych a dzięki dużej zawartości witaminy C jedzmy go dla podniesienia odporności. Zawiera także dużo błonnika co zapobiega zaparciom i wpływa korzystnie na naszą sylwetkę.
          Aby zachęcić Was do wypróbowania przepisu dodam, że zupa jest tania, zdrowa dość i szybko się ją robi.

Składniki :
- warzywa korzeniowe: seler, pietruszka , pasternak w ilości 700- 800g. Pamiętajcie, że przeważać ma pietruszka
- natka pietruszki
- duża cebula
- 3 małe gruszki
- 100 ml jogurtu naturalnego
- 1 dość duża łyżka masła
- bulion warzywny - tyle, żeby przykryć warzywa - u mnie 600 ml
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Wykonanie:
Korzeń selera, pietruszki i pasternaku obieram i kroję w dość grubą kostkę. Cebulę obieram i kroję w drobną kosteczkę, gruszkę obieram i kroję w paski. Na patelni o średnicy 28cm rozgrzewam masło. Kiedy się rozgrzeje wrzucam seler, pietruszkę i pasternak. Smażę na złoty kolor ok 15 min a potem dodaję cebulę i gruszki (W tym miejscu muszę po prostu powiedzieć, że zapach jest oszałamiający - aż człowiek robi się głodny) Smażę do momentu zeszklenia cebuli. Przekładam do garnka i zalewam bulionem tyle tylko by zakryć warzywa. Gotuje do miękkości, miksuję. Na koniec doprawiam do smaku a następnie dodaję jogurt naturalny. Mieszam. Na każdą porcję dodaję posiekaną natkę a tym razem dołożyłam jeszcze chipsów z selera.




Najlepszą pochwałą mojej zupy były słowa mojego dziecka , cyt" Mamo  ta zupa jest tak pyszna, że nawet Makłowiczowi spadłyby portki" . Z góry przepraszam pana Makłowicza ale urosłam jak to usłyszałam ;) Ciekawa jestem czy Wam będzie zupa tak smakowała jak mojej rodzinie. Zachęcam do dzielenia się w komentarzach:)

piątek, 9 listopada 2018

Rogaliki drożdżowe z prażonymi jabłkami

Dziś trochę słodyczy. Ciasto drożdżowe ,oprócz tego, że stanowi fajną przekąskę np do szkoły , czy pracy to jeszcze można zrobić je razem z Milusińskimi co bardzo zawęzi więzi. Przypominam , że już 15 min wspólnie i aktywnie spędzonego czasu dziennie pozwala stworzyć fajną i bezpieczną więź emocjonalną z naszymi pociechami.

Składniki:
- kostka świeżych drożdży ( 200g)
- 12 łyżek cukru
- 125 g masła
- 3 jajka + jedno do smarowania wierzchu rogalików
- ok 750 g mąki typ 650 + trochę do podsypania
- szklanka ( ok. 220ml) mleka w temp. pokojowej
- prażone jabłka

Wykonanie:
Na początek robimy zaczyn, czyli drożdże z połową cukru, mlekiem i mąką mieszamy i odstawiamy do wyrośnięcia. Po tym czasie dodajemy przestudzone, roztopione wcześniej masło, jajka i przesianą mąkę i wyrabiamy.
Kiedy ciasto będzie piękną , sprężystą kulą, dzielimy je na min.dwie części. Jedną rozwałkowujemy na kształt okręgu a drugą zostawiamy ( niech sobie jeszcze rośnie). Okręg dzielimy na części jak pizzę. Na każdy taki trójkąt , na szeroką część nakładamy prażonych jabłek i zwijamy w rogalik a następnie podwijamy trochę brzegi. Gotowe rogaliki układamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą ( zależy kto co ma i lubi). Smarujemy rozkłóconym jajkiem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180C pieczemy do złocistego koloru. Ja swoje piekłam ok.12 min. Wszystko zależy jednak od wielkości rogalików.




wtorek, 6 listopada 2018

Sałatka z pora II

Dziś znów sałatka. Jakoś się tak składa, że dla mnie jest to szybka alternatywa na posiłek- zwłaszcza jak wyjeżdżam. Moja św. pamięci Teściowa robiła tę sałatkę na specjalne okazje. Jako , że dodawała dużo pora danie to było trochę ostre i nie bardzo wszystkim przypadało do gustu. Postanowiłam je trochę złagodzić i tak powstała moja wersja. Oryginalną znajdziecie tutaj. Por zawiera w sobie bardzo dużo żelaza- dużo więcej niż buraki, dlatego polecany jest osobom z niedokrwistością.

Składniki:
- 4 białe części z małych porów
- 1 duże jabłko albo dwa małe
- 1 duża gruszka albo dwie małe
- puszka groszku ( duża lub mała , zależy jak lubicie)
- 5 jajek ugotowanych na twardo
- 5 małych ogórków konserwowych
-  porządna garść posiekanej kapusty pekińskiej
- 2 łyżki majonezu
- 1 łyżka jogurtu naturalnego
- 1 łyżeczka łagodnej musztardy
- 1 łyżeczka płynnego miodu
- sól, pieprz do smaku

Wykonanie:
Pora myję , kroję a następnie siekam na cienkie półplasterki. Jajka i ogórki kroję w kostkę. Gruszki i jabłka obieram , pozbawiam gniazd nasiennych i kroję w kostkę taką samą jak jajka i ogórki. Wszystko wrzucam do miski. Dokładam do tego kapustę, odsączony groszek i mieszam. Z majonezu, jogurtu, musztardy, miodu, soli i pieprzu robię sos ( oczywiście poprzez dokładne wymieszanie składników). Dodaję go do sałatki i dokładnie mieszam.



poniedziałek, 5 listopada 2018

Sałatka z awokado, jajkiem i słonecznikiem

Nie ma to jak przygotować potrawę składającą się z samych rzeczy, które człowiek lubi. Jeśli jeszcze dołożymy do tego fakt, że potrawa ta to samo zdrowie i można ją jeść nieomalże bezkarnie to znak, że to muszą być warzywa. Tak!! to jest sałatka- moja ulubiona ostatnio. Zawiera w sobie pysznie chrupiącą sałatę lodową, cudownie orzechowe w smaku awokado, które w dodatku jest skarbnicą tłuszczu omega-3. Do tego papryka czerwona , która zawiera w sobie magnez, wit. C, D ale też mnóstwo antyoksydantów i uwaga - działa przeciwzmarszczkowo!!. Do tego klasyczne połączenie jajka i pomidora...hmmm...żałuję już , że ją zjadłam i chyba sobie dorobię ;)

Składniki :
- pół awokado
- pół czerwonej papryki
- 2-3 jajka ugotowane na twardo
- 2-3 śliwkowe żółte pomidory ( lub czerwone)
- pestki słonecznika
- sałata lodowa - do smaku
- szczypta soli i ew. do smaku trochę lnianego oleju ( drogie panie gorąco polecam!!)

Sałatę myję , osuszam papierowym ręcznikiem i drę w kawałeczki. Awokado kroję w cienkie kawałeczki. Pomidora i paprykę kroję w w plasterki i cienkie paseczki. Jajko kroję w ćwiartki. Wszystkie składniki łączę ze sobą, posypuję prażonym słonecznikiem - bo w końcu każda sałatka lubi jak coś chrupie . Delikatnie solę i skrapiam olejem lnianym. Olej ten jest  szczególnie polecany , gdyż ma w sobie mnóstwo kwasów  omega- 3 i obniża cholesterol LDL .




poniedziałek, 29 października 2018

Kotlety mielone z ryżem

Muszę przyznać, że kotlety je zjadłam pierwszy raz w barze studenckim. Nie wiem czy głód ( niekoniecznie wiedzy) to sprawił, czy umiejętności nowego kucharza ale byłam nimi zachwycona. Postanowiłam zrobić je w domu, oczywiście po swojemu. Kotlety są bardzo delikatne i syte. Ważne też, że wychodzi ich dużo więcej, więc są nie tylko smaczne ale i ekonomiczne.

Składniki:
- 1,5 kg mięsa mielonego - najlepiej mieszanego ( wołowo - wieprzowego)
- 100 g ryżu
- 1 duża cebula
- 2 duże ząbki czosnku
- odrobinę bułki tartej
- sól, pieprz, kurkuma,
- natka pietruszki do smaku
- olej do smażenia
- 2 - 3 jajka kurze

Wykonanie :
Ryż gotuję do miękkości, studzę i dodaję do mięsa. Cebulę kroję w kosteczkę a czosnek drobno siekam. Podsmażam , trochę studzę i dodaję do mięsa. Dodaję jajka, posiekaną natkę pietruszki i doprawiam do smaku.  Formuję kotlety i na koniec obtaczam  je w bułce tarte, po czym smażę na złoty kolor.




środa, 24 października 2018

Pasta ze słonecznika z pomidorami i żurawiną

Podobnie do wielu mam  staję codziennie przed dylematem z czym zrobić kanapki. Staram się co i rusz wymyślić coś nowego, co zachęci moje dziecię , zwłaszcza do śniadań. Tym razem prezentuję Wam pyszną  i bardzo zdrową pastę z ziaren słonecznika.  Warto tu wspomnieć, że pestki te są bardzo bogatym źródłem fitosteroli ( obniżają cholesterol)  i witaminy E  ( witamina zdrowia i młodości). Polecam więc pastę nie tylko dla dzieci. Poza tym drogie Mamy - poza czasem namaczania pestek pastę robi się w niecałe 5 minut.

Składniki :
-  pół szklanki  ( ok.50-60g) pestek słonecznka
- 4 łyżki wody
- 6-7 suszonych pomidorów + olej z pomidorów ok 100ml
- garść suszonej żurawiny
- 1 średnie jabłko.

Wykonanie:
Wieczorem wsypuję pestki  do szklanki mniej więcej do połowy i zalewam wodą. Zostawiam do rana. Rano odsączam i wrzucam do blendera.  Dolewam wodę, olej z pomidorów oraz same pomidory. Jabłko obieram, kroję ( obojętnie jak). Wszystko razem  miksuję w gładką pastę .




wtorek, 23 października 2018

Makaron z cukinią i suszonymi pomidorami

Czasem jest tak, że wracam do domu z pracy , głodna jak wilk i totalnie nie chce mi się gotować. W głowie pojawia się taka myśl.." a może coś gotowego?" Zaraz jednak ją odganiam. Wysoko przetworzone jedzenie jest bardzo niekorzystne dla naszego organizmu. Zawsze w domu mam coś, co skomponowane razem tworzy coś pysznego a jednocześnie nie trzeba na to zbyt długo czekać. Tak było tym razem. Danie to jest bardzo szybkie bo w zasadzie trwa to tyle ile gotowanie makaronu . Polecam żebyście spróbowali . Niekoniecznie musicie mieć te same składniki co ja - możecie wrzucić co macie w lodówce ale...zachęcam do spróbowania tej wersji bo jest ciekawa w smaku. Jest to solidna porcja dla dwóch osób ale i 3 zjedzą spokojnie.

Składniki :
- 250 g makaronu spaghetti
- pół średniej wielkości cukinii
- 5-6 suszonych pomidorów + 2 łyżki oleju, z którego je wyjeliście
- garść suszonej żurawiny
- garść posiekanej natki pietruszki
- 2 ząbki czosnku
- sól, pieprz do smaku

Wykonanie:
Na początek wstawiam wodę na makaron a gdy się zagotuje wrzucamy makaron i gotuję al dente. W czasie kiedy oczekuję na naszą pastę, cukinię myję i ścieram na tarce o dużych oczkach. Czosnek  i pomidory kroję w plastry . Na patelni rozgrzewam olej pomidorowy. Na rozgrzany wrzucam czosnek. Ja smażę ten czosnek do momentu, w którym zbrązowieje a potem wyrzucam . Na taki zaromatyzowany tłuszcz wrzucam cukinię, pomidory oraz żurawinę i chwilę smażę. Jak cukinia i żurawina trochę zmiękną wrzucam ugotowany makaron i dobrze mieszam. W tym momencie wyłączam ogień pod patelnią.  Na koniec posypuję pietruszką i doprawiam do smaku solą i pieprzem.



czwartek, 18 października 2018

Kartacze z mięsem z prażoną cebulką

 Było już słodko , teraz czas na coś konkretniejszego. Danie to jest tradycją w mojej rodzinie. Moja babcia przywiozła go ze swego rodzinnego domu, robiła go moja mama, ciotki a teraz zrobiłam i ja. Nie należy do dań prostych i szybkich ale do tych smacznych i sentymentalnych.  Jest dość tanie , bo nie oszukujmy się - w sezonie ziemniaki są dość portfeloznośne ;) Ważne jest by przyrządzając tę potrawę używać starych ziemniaków bo są dość mączyste a o to chodzi. Młode mają w sobie za dużo wody. Na pewno są gospodynie , które potrafią zrobić kartacze z młodych ziemniaków, jednak ja zalecam użycie tych starszych kartofli. Są też różne szkoły robienia kartaczy- ja przedstawiam Wam przepis według mojej rodziny i kłócić się nie będę, że są inne wersje przyrządzania tego dania. Do rzeczy jednak.

Składniki :
- 1 kg ziemniaków gotowanych
- 1 kg ziemniaków surowych
- 2 średnie cebule
- pól kilo mięsa gotowanego - może być z poprzedniego dnia albo z rosołu
- 2-3 ząbki czosnku
- garść natki pietruszki
- sól, pieprz, majeranek , kurkuma do smaku
- olej
- mąka pszenna i ziemniaczana
-  jajko

Wykonanie :
Na początek należy uprażyć  cebulkę. Praży się dość długo i może być podana nawet na zimno. Cebulkę pokroiłam w kostkę , wrzuciłam na patelnię i wlałam olej - tyle, żeby przykryć cebulę. Włączyłam średni ogień i zostawiam do uprażenia. Nawet za dużo mieszać nie trzeba - co jakiś czas zwróćcie uwagę, czy są pęcherzyki powietrza na cebulce i jaki ona ma kolor. Jeśli pęcherzyki są, znaczy jeszcze trzeba prażyć. Cebula będzie gotowa jak nabierze pięknego, brązowego koloru i będzie chrupka w smaku.
Mięso do farszu trzeba zemleć- jak do pasztetu, następnie dodałam jajko, posiekaną natkę, sól, pieprz , kurkumę , majeranek i sprasowany czosnek. Farsz powinien być nadmiernie słony, mieć odrobinę za dużo pieprzu i czosnku. Uwierzcie - po ugotowaniu kartaczy smak się zbilansuje. Jeśli będzie za mało przypraw może być za mdło.
Ziemniaki ugotowane przecisnęłam przez praskę a surowe starłam jak na placki ziemniaczane - na tarce o drobnych oczkach. Surowe ziemniaki u mnie w domu nakłada się na czystą  ściereczkę i wyciska sok. Sok wyciskamy do miski bo na dnie odłoży się drogocenna skrobia. Dlatego tak ważne jest aby ziemniaki miały jej dużo a mało wody.  Odciśnięte ziemniaki łączymy z ugotowanymi. Trzeba to zrobić w miarę szybko , żeby te surowe nie ściemniały. Dodajemy obie mąki- ilość zależy od tego ile w ziemniakach jest wody. Czy dobrze odcedziliście te gotowane i jakie były te surowe. Dodajemy też najpierw skrobię , która osadziła się na dnie soku z odciśniętych surowych ziemniaków. Mąki dodajemy po łyżce pszennej i ziemniaczanej. Wyrabiacie ciasto i patrzycie ile jeszcze tej mąki potrzeba.  Teraz możecie zrobić test ciasta- to pomysł pana Okrasy, z którego korzystam.  Kuleczkę ciasta wrzucamy do osolonego wrzątku i kiedy wypłynie, upłyną jakieś 3 minuty próbujecie. Jeśli jest dobre to znaczy, że ciasto również i nie będzie problemów z kartaczami ;)
Z ciasta najlepiej uformować duży wałek i odkrajać plastry. Taki plaster kładziecie sobie na dłoń  i rozgniatacie na całą szerokość i długość dłoni. Na środek kładziecie farsz i zalepiacie. Potem delikatnie formujecie roladę. Jeśli ciasto za bardzo klei się do dłoni wystarczy zmoczyć dłoń w zimnej wodzie. Odkładacie roladkę na oprószoną mąką deskę lub stolnicę. Wrzucamy kartacze do osolonego wrzątku - ja jeszcze do wody wrzucam majeranek. Gotujemy jakieś 3-5 minut od wypłynięcia. Dokładnie tyle ile potrzebowaliście na swoją kuleczkę próbną ;) Podaje się polane olejem z prażonej cebulki oraz posypuje cebulką.
Nie przejmujcie się, jak Wam nie wyjdzie dużo - dwa kartacze starczają na bardzo głodną osobę bo to dość syte danie ;)



Na koniec mała ciekawostka - moja babcia, jak zostawało jej ciasto, robiła z niego małe kuleczki i gotowała w mleku. Powstawała z tego podobno pyszna zupa mleczna. Nie wiem - mojej mamie ani mnie nigdy nie zostało ciasta. Mogę polegać jedynie na tym co mówi moja mama bo pamięta smak z dzieciństwa. Obiecuje jednak powiedzieć Wam jak tylko się dowiem - chyba, że ktoś z Was zechce podzielić się swoim doświadczeniem w komentarzu.

wtorek, 16 października 2018

Małomiasteczkowa Pani Domu : Ciasto kruche - nie tylko dla początkujących

Małomiasteczkowa Pani Domu : Ciasto kruche - nie tylko dla początkujących:              Dziś moja bajka o cieście kruchym.  Dlaczego bajka? bo moja rodzina uwielbia ciasta na kruchym spodzie. Dlaczego moja? Bo do zn...

Ciasto kruche - nie tylko dla początkujących

             Dziś moja bajka o cieście kruchym.  Dlaczego bajka? bo moja rodzina uwielbia ciasta na kruchym spodzie. Dlaczego moja? Bo do znudzenia będę powtarzać - moja kuchnia moje sprawdzone przepisy, zasady itd. Wiem, że co dom to inaczej się robi - ja robię tak i u mnie się sprawdza.
             Jeśli jesteście wiernymi czytelnikami mojego bloga to wiecie, że robię dużo ciast na kruchym spodzie. Jeśli po raz pierwszy ( mam nadzieję, że nie ostatni) zajrzeliście to właśnie się dowiedzieliście, że kruche ciasto jest u mnie w domu robione bardzo często.
Jego zaletą jest to , że robi się go łatwo, szybko i jeśli zamiast masła użyjecie margaryny w dodatku tanio.  Jest podstawą tart, pasztecików, ciasteczek i wielu innych pysznych wypieków. Z tego też powodu postanowiłam poświęcić cały post pisząc wyłącznie o cieście kruchym. Nie - nie będzie tylko opowieść. Pokażę także krok po kroku jak się go robi u mnie w kuchni :)
               Bajka zaczyna się prosto - weź dobrze schłodzony tłuszcz, mąkę i żółtko. To w zasadzie tyle jeśli chodzi o cały przepis bazowy. Jeśli chcemy mieć ciasto słodkie dodajemy cukier , jeśli słone sól. OK , tylko w jakich proporcjach. Zasada jest prosta, wyczytałam ją kiedyś w bardzo starej książce kucharskiej i się sprawdza : 4:2:1 czyli - 4 części mąki, 2 części tłuszczu i jedna część cukru. Przekładając na język współczesny : 400 g mąki, 200g masła/margaryny, 100g cukru pudru. Do takiej ilości ja dodaję 2 żółtka.  Dlaczego nie całe jajka? Ponieważ białko zmniejsza kruszenie ciasta a to przecież ciasto kruche czyli musi się kruszyć . Czasem w starych przepisach znajdziecie  żółtko gotowane - można dodać poprzez przetarcie przez sito ale wtedy ciasto jest mniej plastyczne.  Najlepszą mąką jest mąka krupczatka. Dla początkujących lub młodych czytelników to jest mąka typ.500. Jeśli dodacie mąki tortowej czyli typ 450 może być ciut zbyt kruche ( sprawdziłam ;) ) Jest to mąka o średniej zawartości glutenu. Te o większym typie świetnie nadają się na ciasta drożdżowe i chleby czyli wszędzie tam , gdzie ciasto lubi rosnąć. O cieście drożdżowym - moim osobistym ulubionym rodzaju ciasta ,będzie następny post o przepisach podstawowych. Teraz jeszcze przed przepisem ważna sprawa. Do ciasta kruchego nie dodajemy proszku do pieczenia. Jeśli chcecie dodać proszek wtedy dodajecie mniej tłuszczu i ciasto jest rodzaju półkruchego. Przynajmniej ja zostałam tak nauczona.
 Pokaże Wam dziś jak zrobić ciasto kruche - słodkie. Jeśli chcecie wytrawne zamiast cukru dodajcie soli w proporcji 1 -2% w stosunku do ilości mąki. Możecie wszystko wrzucić do miksera z nakładką typu "K". No ale nie każdy ma mikser z taką nakładką a niektórzy lubią tradycję.;)  Przystępujemy do dzieła.


Krok 1:
 Przesianą przez sitko  mąkę - 400 g  z cukrem pudrem - 100g ( ja dodałam tu mniej ok. 60 g gdyż akurat ten spód miał być pod jabłecznik a prażone jabłka wyszły dość słodkie)  mieszamy na stole, lub stolnicy. Dlaczego z cukrem pudrem? Bo cukier kryształ , czyli ten tradycyjny może się nie rozpuścić ( bo w czym?) i możecie mieć w cieście twarde grudki.


Krok 2:
Dodajemy dobrze schłodzone masło/margarynę-  200g  pokrojoną w kawałeczki. ( tak jest prostu łatwiej) Mieszamy nożem , lub siekaczką do uzyskania konsystencji piasku. Dlaczego nie w ręku? Można w ręku rozcierając między palcami środkowym, wskazującym i kciukiem ale kruche ciasto lubi zimno a palce są ciepłe.... więc pozostawiam Wam to do przemyślenia. Ja to robię siekaczką lub nożem .



Krok 3: 
W środku piasku robimy wgłębienie  i wrzucamy tam 2 surowe żółtka. Następnie wszystko razem ugniatamy do uzyskania gładkiego ciasta.




W takiej proporcji ciasto robię wtedy , kiedy potrzebuję dwóch warstw - góry i dołu lub spodu i dekoracyjnej krateczki czy innych esów floresów. Taki wałeczek więc przecinam na pól, owijam w folię spożywczą lub wkładam do woreczka i wkładam do lodówki na minimum godzinkę . Możecie takie ciasto zrobić dzień, dwa przed pieczeniem albo jeszcze wcześniej i wrzucić do zamrażarki. Takie ciasto w zamrażarce można przechowywać ok. 3 miesięcy , w lodówce tydzień do dwóch.


Możecie do ciasta dodać łyżkę kopiastą kakao i będzie ciasto ciemne kruche. Albo dzielicie na pół i do połowy dodajecie kakao - według uznania.


Po wyjęciu z lodówki , stół/stolnice podsypuję mąką i rozwałkowuję ciasto. Na wałku przenoszę do formy. Jako, że ciasto ma w sobie dużo tłuszczu nie trzeba już smarować formy tłuszczem ale ja dla swojej wygody , jeśli mam tradycyjną  formę, to wykładam ją papierem do pieczenia.
Ciasto piecze się w temp. ok 200C do 30 min. Wszystko zależy od tego jak dużo macie ciasta , czy pieczecie samo czy z nadzieniem itd.