czwartek, 18 października 2018

Kartacze z mięsem z prażoną cebulką

 Było już słodko , teraz czas na coś konkretniejszego. Danie to jest tradycją w mojej rodzinie. Moja babcia przywiozła go ze swego rodzinnego domu, robiła go moja mama, ciotki a teraz zrobiłam i ja. Nie należy do dań prostych i szybkich ale do tych smacznych i sentymentalnych.  Jest dość tanie , bo nie oszukujmy się - w sezonie ziemniaki są dość portfeloznośne ;) Ważne jest by przyrządzając tę potrawę używać starych ziemniaków bo są dość mączyste a o to chodzi. Młode mają w sobie za dużo wody. Na pewno są gospodynie , które potrafią zrobić kartacze z młodych ziemniaków, jednak ja zalecam użycie tych starszych kartofli. Są też różne szkoły robienia kartaczy- ja przedstawiam Wam przepis według mojej rodziny i kłócić się nie będę, że są inne wersje przyrządzania tego dania. Do rzeczy jednak.

Składniki :
- 1 kg ziemniaków gotowanych
- 1 kg ziemniaków surowych
- 2 średnie cebule
- pól kilo mięsa gotowanego - może być z poprzedniego dnia albo z rosołu
- 2-3 ząbki czosnku
- garść natki pietruszki
- sól, pieprz, majeranek , kurkuma do smaku
- olej
- mąka pszenna i ziemniaczana
-  jajko

Wykonanie :
Na początek należy uprażyć  cebulkę. Praży się dość długo i może być podana nawet na zimno. Cebulkę pokroiłam w kostkę , wrzuciłam na patelnię i wlałam olej - tyle, żeby przykryć cebulę. Włączyłam średni ogień i zostawiam do uprażenia. Nawet za dużo mieszać nie trzeba - co jakiś czas zwróćcie uwagę, czy są pęcherzyki powietrza na cebulce i jaki ona ma kolor. Jeśli pęcherzyki są, znaczy jeszcze trzeba prażyć. Cebula będzie gotowa jak nabierze pięknego, brązowego koloru i będzie chrupka w smaku.
Mięso do farszu trzeba zemleć- jak do pasztetu, następnie dodałam jajko, posiekaną natkę, sól, pieprz , kurkumę , majeranek i sprasowany czosnek. Farsz powinien być nadmiernie słony, mieć odrobinę za dużo pieprzu i czosnku. Uwierzcie - po ugotowaniu kartaczy smak się zbilansuje. Jeśli będzie za mało przypraw może być za mdło.
Ziemniaki ugotowane przecisnęłam przez praskę a surowe starłam jak na placki ziemniaczane - na tarce o drobnych oczkach. Surowe ziemniaki u mnie w domu nakłada się na czystą  ściereczkę i wyciska sok. Sok wyciskamy do miski bo na dnie odłoży się drogocenna skrobia. Dlatego tak ważne jest aby ziemniaki miały jej dużo a mało wody.  Odciśnięte ziemniaki łączymy z ugotowanymi. Trzeba to zrobić w miarę szybko , żeby te surowe nie ściemniały. Dodajemy obie mąki- ilość zależy od tego ile w ziemniakach jest wody. Czy dobrze odcedziliście te gotowane i jakie były te surowe. Dodajemy też najpierw skrobię , która osadziła się na dnie soku z odciśniętych surowych ziemniaków. Mąki dodajemy po łyżce pszennej i ziemniaczanej. Wyrabiacie ciasto i patrzycie ile jeszcze tej mąki potrzeba.  Teraz możecie zrobić test ciasta- to pomysł pana Okrasy, z którego korzystam.  Kuleczkę ciasta wrzucamy do osolonego wrzątku i kiedy wypłynie, upłyną jakieś 3 minuty próbujecie. Jeśli jest dobre to znaczy, że ciasto również i nie będzie problemów z kartaczami ;)
Z ciasta najlepiej uformować duży wałek i odkrajać plastry. Taki plaster kładziecie sobie na dłoń  i rozgniatacie na całą szerokość i długość dłoni. Na środek kładziecie farsz i zalepiacie. Potem delikatnie formujecie roladę. Jeśli ciasto za bardzo klei się do dłoni wystarczy zmoczyć dłoń w zimnej wodzie. Odkładacie roladkę na oprószoną mąką deskę lub stolnicę. Wrzucamy kartacze do osolonego wrzątku - ja jeszcze do wody wrzucam majeranek. Gotujemy jakieś 3-5 minut od wypłynięcia. Dokładnie tyle ile potrzebowaliście na swoją kuleczkę próbną ;) Podaje się polane olejem z prażonej cebulki oraz posypuje cebulką.
Nie przejmujcie się, jak Wam nie wyjdzie dużo - dwa kartacze starczają na bardzo głodną osobę bo to dość syte danie ;)



Na koniec mała ciekawostka - moja babcia, jak zostawało jej ciasto, robiła z niego małe kuleczki i gotowała w mleku. Powstawała z tego podobno pyszna zupa mleczna. Nie wiem - mojej mamie ani mnie nigdy nie zostało ciasta. Mogę polegać jedynie na tym co mówi moja mama bo pamięta smak z dzieciństwa. Obiecuje jednak powiedzieć Wam jak tylko się dowiem - chyba, że ktoś z Was zechce podzielić się swoim doświadczeniem w komentarzu.

wtorek, 16 października 2018

Małomiasteczkowa Pani Domu : Ciasto kruche - nie tylko dla początkujących

Małomiasteczkowa Pani Domu : Ciasto kruche - nie tylko dla początkujących:              Dziś moja bajka o cieście kruchym.  Dlaczego bajka? bo moja rodzina uwielbia ciasta na kruchym spodzie. Dlaczego moja? Bo do zn...

Ciasto kruche - nie tylko dla początkujących

             Dziś moja bajka o cieście kruchym.  Dlaczego bajka? bo moja rodzina uwielbia ciasta na kruchym spodzie. Dlaczego moja? Bo do znudzenia będę powtarzać - moja kuchnia moje sprawdzone przepisy, zasady itd. Wiem, że co dom to inaczej się robi - ja robię tak i u mnie się sprawdza.
             Jeśli jesteście wiernymi czytelnikami mojego bloga to wiecie, że robię dużo ciast na kruchym spodzie. Jeśli po raz pierwszy ( mam nadzieję, że nie ostatni) zajrzeliście to właśnie się dowiedzieliście, że kruche ciasto jest u mnie w domu robione bardzo często.
Jego zaletą jest to , że robi się go łatwo, szybko i jeśli zamiast masła użyjecie margaryny w dodatku tanio.  Jest podstawą tart, pasztecików, ciasteczek i wielu innych pysznych wypieków. Z tego też powodu postanowiłam poświęcić cały post pisząc wyłącznie o cieście kruchym. Nie - nie będzie tylko opowieść. Pokażę także krok po kroku jak się go robi u mnie w kuchni :)
               Bajka zaczyna się prosto - weź dobrze schłodzony tłuszcz, mąkę i żółtko. To w zasadzie tyle jeśli chodzi o cały przepis bazowy. Jeśli chcemy mieć ciasto słodkie dodajemy cukier , jeśli słone sól. OK , tylko w jakich proporcjach. Zasada jest prosta, wyczytałam ją kiedyś w bardzo starej książce kucharskiej i się sprawdza : 4:2:1 czyli - 4 części mąki, 2 części tłuszczu i jedna część cukru. Przekładając na język współczesny : 400 g mąki, 200g masła/margaryny, 100g cukru pudru. Do takiej ilości ja dodaję 2 żółtka.  Dlaczego nie całe jajka? Ponieważ białko zmniejsza kruszenie ciasta a to przecież ciasto kruche czyli musi się kruszyć . Czasem w starych przepisach znajdziecie  żółtko gotowane - można dodać poprzez przetarcie przez sito ale wtedy ciasto jest mniej plastyczne.  Najlepszą mąką jest mąka krupczatka. Dla początkujących lub młodych czytelników to jest mąka typ.500. Jeśli dodacie mąki tortowej czyli typ 450 może być ciut zbyt kruche ( sprawdziłam ;) ) Jest to mąka o średniej zawartości glutenu. Te o większym typie świetnie nadają się na ciasta drożdżowe i chleby czyli wszędzie tam , gdzie ciasto lubi rosnąć. O cieście drożdżowym - moim osobistym ulubionym rodzaju ciasta ,będzie następny post o przepisach podstawowych. Teraz jeszcze przed przepisem ważna sprawa. Do ciasta kruchego nie dodajemy proszku do pieczenia. Jeśli chcecie dodać proszek wtedy dodajecie mniej tłuszczu i ciasto jest rodzaju półkruchego. Przynajmniej ja zostałam tak nauczona.
 Pokaże Wam dziś jak zrobić ciasto kruche - słodkie. Jeśli chcecie wytrawne zamiast cukru dodajcie soli w proporcji 1 -2% w stosunku do ilości mąki. Możecie wszystko wrzucić do miksera z nakładką typu "K". No ale nie każdy ma mikser z taką nakładką a niektórzy lubią tradycję.;)  Przystępujemy do dzieła.


Krok 1:
 Przesianą przez sitko  mąkę - 400 g  z cukrem pudrem - 100g ( ja dodałam tu mniej ok. 60 g gdyż akurat ten spód miał być pod jabłecznik a prażone jabłka wyszły dość słodkie)  mieszamy na stole, lub stolnicy. Dlaczego z cukrem pudrem? Bo cukier kryształ , czyli ten tradycyjny może się nie rozpuścić ( bo w czym?) i możecie mieć w cieście twarde grudki.


Krok 2:
Dodajemy dobrze schłodzone masło/margarynę-  200g  pokrojoną w kawałeczki. ( tak jest prostu łatwiej) Mieszamy nożem , lub siekaczką do uzyskania konsystencji piasku. Dlaczego nie w ręku? Można w ręku rozcierając między palcami środkowym, wskazującym i kciukiem ale kruche ciasto lubi zimno a palce są ciepłe.... więc pozostawiam Wam to do przemyślenia. Ja to robię siekaczką lub nożem .



Krok 3: 
W środku piasku robimy wgłębienie  i wrzucamy tam 2 surowe żółtka. Następnie wszystko razem ugniatamy do uzyskania gładkiego ciasta.




W takiej proporcji ciasto robię wtedy , kiedy potrzebuję dwóch warstw - góry i dołu lub spodu i dekoracyjnej krateczki czy innych esów floresów. Taki wałeczek więc przecinam na pól, owijam w folię spożywczą lub wkładam do woreczka i wkładam do lodówki na minimum godzinkę . Możecie takie ciasto zrobić dzień, dwa przed pieczeniem albo jeszcze wcześniej i wrzucić do zamrażarki. Takie ciasto w zamrażarce można przechowywać ok. 3 miesięcy , w lodówce tydzień do dwóch.


Możecie do ciasta dodać łyżkę kopiastą kakao i będzie ciasto ciemne kruche. Albo dzielicie na pół i do połowy dodajecie kakao - według uznania.


Po wyjęciu z lodówki , stół/stolnice podsypuję mąką i rozwałkowuję ciasto. Na wałku przenoszę do formy. Jako, że ciasto ma w sobie dużo tłuszczu nie trzeba już smarować formy tłuszczem ale ja dla swojej wygody , jeśli mam tradycyjną  formę, to wykładam ją papierem do pieczenia.
Ciasto piecze się w temp. ok 200C do 30 min. Wszystko zależy od tego jak dużo macie ciasta , czy pieczecie samo czy z nadzieniem itd.


poniedziałek, 15 października 2018

Jabłkowa chrupanka

Moi drodzy!!
Dziś wracam do życia po praktycznie 3 latach niepisania. To nie było tak, że nie gotowałam czy nie próbowałam nowych rzeczy. To wszystko było! Kwestia była nadmiaru obowiązków. Praca, studia, rodzina...sami wiecie jak to jest. Doszłam do momentu , w którym przyszła refleksja co zrobić z blogiem. Miałam do wyboru zrezygnować i pożegnać się z Wami dziękując za owocną współpracę lub wrócić. Decyzja nie była łatwa ale serce moje jest połowicznie w kuchni ( druga połowa to psychologia , ale to bardziej zawodowo ;) ) . Nie umiem i nie chcę z tego zrezygnować. Daje mi to odprężenie, satysfakcję i możliwość poznania nowego - tego nigdzie nie kupię a w naszym zabieganym świecie jest to bezcenne. Może nie będę publikować codziennie - zwłaszcza , że weekendy są do lutego nadal uczelniane ale postaram się kilka razy w tygodniu wrzucić coś ciekawego i smacznego.
Na kolejny początek chciałabym podzielić się z Wami przepisem, który wykorzystuję dość często ponieważ, jest to ulubione ciasto mojej rodziny. Mam też opracowane sztuczki, żeby przyspieszyć pieczenie takie jak zrobienie od razu większej ilości ciasta czy wekowanie jabłek. Dlatego też lubię tę chrupankę , gdyż wszystkie produkty można przygotować wcześniej a złożenie ich razem zajmuje max. 5 minut.
Jak zwykle zapraszam do próbowania  i komentowania:)

Składniki:
- 500 g mąki krupczatki
- 250 masła/margaryny
- 3 duże żółtka lub 4 małe
- 100g cukru pudru
- ok 1kg jabłek + cukier do jabłek + cynamon do smaku + 100ml wody


Wykonanie:
Przesianą mąkę łączę z cukrem pudrem. Siekam z masłem a na koniec dodaję żółtka. Wszystko razem zagniatam w jednolite ciasto.  Ciasto dzielę na 2 części i każdą oddzielnie wkładam do woreczka. Odkładam na minimum godzinę do lodówki.
W tym czasie prażę jabłka.  Obrane i pokrojone w kostkę jabłka wrzucam do garnka lub patelnię dodaję cukier do smaku ( wszystko zależy od tego , jak słodkie macie jabłka) i wodę. Smażę/gotuję do miękkości na koniec dodaję cynamon. Trochę studzę.
Ciasto po schłodzeniu rozwałkowuję na kształt blachy . Tym razem u mnie blacha 22x40cm. Wyłożyłam papierem do pieczenia a następnie rozwałkowałam i wyłożyłam spód ciasta. Na to ułożyłam jabłka. Z drugiej części  wycięłam paseczki i ułożyłam w kratkę na wierzchu a z pozostałej części wycięłam jabłuszka. Piekę w temp. 180C bez termoobiegu do momentu, w którym ciasto uzyska piękny brązowy kolor. To ok. 30 - 40 min.




W następnym poście będzie więcej informacji na temat samego kruchego ciasta czyli przepis podstawowy wyjaśniający: co, dlaczego  i jak z tym kruchym ciastem jest . Zapraszam!

piątek, 4 maja 2018

Psychologia Diety


                            Nie znam osoby pełnoletniej- można rzec dorosłej, zwłaszcza płci żeńskiej, która choć raz w swoim życiu nie była na diecie. Zdarza się to zwłaszcza wiosną, lub przed jakąś ważną uroczystością rodzinną, że PANI DIETA wkracza impetem w nasze życie. Powodów jej przybycia jest cała masa, ale głównym z nich jest to, że nagle okazuje się, że wiosna, co prawda już przyszła, ale pewne części naszego ciała za nią nie nadążają. Mało tego jeszcze sobie, otulone zimowym tłuszczykiem, grzecznie drzemią. Nagle nasza ulubiona bluzka „zbiega” się w praniu, nasze jeansy podążają za nią a ulubiona mała-czarna pewnie zostaje zamieniona na mniejszy rozmiar przez jakąś złośliwą bestię. Wtedy zapraszamy panią Dietę i ona zaczyna rządzić naszym życiem zastępując, co poniektórym nawet zdrowy rozsądek. Wiem, co piszę, bo sama niejednokrotnie to przechodziłam. Rodzajów diet, które przeszłam nie da się zliczyć i pewnie powstałaby z nich nie mała książka. Skutek był jednak jeden – każda pomagała na chwilę i ciągnęła jeszcze za sobą swego ulubieńca - efekt jo-jo. Nie lubię nieproszonych gości, więc skorzystałam z tego, co praktycznie każdy z nas ma – intelektu. Usiadłam i pomyślałam.  Z myślenia wyszedł efekt dwojaki, bo, pomijając fakt, że przyniosło  pozytywny skutek to jeszcze od myślenia moi drodzy też się chudnie.  Wyciągnięte wnioski, przetestowane na mojej skromnej osobie i jak obserwuję paru innych, przedstawiam poniżej:
1.     Nie ma diety –cud – nie oszukujmy się ( wystarczy, że reklamy to robią) Zbierając tłuszczyk przez ileś tam lat nie schudniemy w miesiąc tyle ile chcemy- no chyba, że zabieg liposukcji; choć osobiście nie polecam, drogie to i nie do końca zdrowe. Mądre książki piszą, że zdrowy spadek wagi to 05- 0,7 kg tygodniowo. Biorąc pod uwagę, że miesiąc ma około 4 tygodni – zdrowo jest zrzucić 2-4 kg miesięcznie. I tu nasuwa się pytanie, – o co właściwie nam chodzi: o kilogramy czy o centymetry? Czy ktoś chodzi z wagą wypisaną na czole? Osobiście nie zauważyłam, ale jeśli ktoś coś, niech daje znać.
2.     Nie ma diety idealnej dla każdego – każdy z nas jest inny. Jeden lubi brokuły, drugi kocha schabowe. I to jest właśnie piękne! Nie patrz na to, że koleżanka na stosowanej właśnie diecie schudła 10 kg i już od jutra ją zaczynasz- bez względu na cenę. Weź proszę pod uwagę, że ta koleżanka ma inną przemianę materii niż Ty, inną sytuację życiową, inne nawyki żywieniowe a przede wszystkim inne SMAKI i inną sytuację zdrowotną. Ile ludzi tyle smaków, upodobań, nawyków itd. – nie jesteśmy tacy sami, więc dlaczego ma być jedna i ta sama dieta dla każdego? Ok – niech będzie ich 10 no dobra- 100, a ile jest ludzi? No właśnie. Stąd następny punkt
3.     Zanim zaczniesz dietę: przypatrz się sobie trochę –jesteś niepowtarzalną jednostką ludzką. Weź sobie zeszyt i przez tydzień tylko, zapisuj, co jesz i w jakich ilościach. Bez żadnego tam liczenia kalorii, po prostu pisz. Nie masz czasu latać z zeszycikiem? I na to jest rada – na pewno masz telefon. Pewnie też możesz robić nim zdjęcia – zrób fotkę jedzeniu, przed jego skonsumowaniem. Taki album czy spis pozwoli Ci uświadomić sobie, co jesz, kiedy, w jakich ilościach. Na pewno wiesz też, co lubisz, z czego możesz zrezygnować a bez czego żyć nie możesz, no, bo jak zdeklarowanego mięsożercę przerzucić nagle na warzywka.
4.     Wyznacz sobie małe cele – zapraszasz panią Dietę do siebie i pierwsze pytanie, jakie Ci zadaje to jest: ile chcesz schudnąć? Strzelasz 20 kg- no, bo czemu nie, zawsze chciałaś/chciałeś tyle zrzucić.  W tym momencie ja wierzę w Twoje chcenie-, bo czemu nie, mało tego – wierzę, że możesz to osiągnąć, ale jest to cel daleki, który biorąc pod uwagę Twoje zdrowie możesz osiągnąć, w pięknych okolicznościach przyrody, za jakieś 6 m-cy. Spróbuj zrobić inaczej, – na czym Ci zależy najbardziej w TYM MOMENCIE? Może chcesz się po prostu dopiąć w jeansy, może chcesz zapiąć płaszcz, ale brakuje Ci 2 cm, a może brakuje Ci pomysłów i chcesz schudnąć po prostu 3 kg. To osiągniesz znacznie szybciej niż te 20 kg. A jaka potem satysfakcja…
5.     Odróżnij głód od apetytu – głód czujemy, kiedy ssie nas w żołądku, kiszki marsza grają a od ostatniego posiłku minęło już sporo czasu. Apetyt czujemy, kiedy widzimy apetyczny serniczek, lody z owocami albo – tu wersja dla mięsożerców- apetyczny, duży stek z masłem szałwiowym. Ponadto jest coś takiego wstrętnego jak głód emocjonalny. Przypatrz się, kiedy i co jesz, – jeśli w smutku, nerwach, zmartwieniach lub wręcz przeciwnie – wielkiej radości sięgasz po coś słodkiego, ( bo tak zazwyczaj jest) to pewnie odczuwasz głód emocjonalny. Dzieje się tak, dlatego, że nasz system nerwowy do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje glukozy. Jak się denerwujemy, zwiększamy jej zużycie a więc organizm krzyczy – więcej cukru!! O głodzie emocjonalnym, jako, że to temat rzeka, może w innym artykule.
6.     Zacznij powoli – człowieku proszę: nie katuj się! Nasz żołądek jest elastyczny i potrafi się pięknie rozszerzać. Z wielkości małej miseczki ( tu strzelam) - 200 -300 gramowej przechodzimy do michy, w której i 2 kg się zmieści. Jednakowoż nie dzieje się to z dnia na dzień. Rozszerzaliśmy sobie brzuszki powoli, niezauważalnie i co teraz? Chcesz od razu to zmienić? A potrafisz sobie wymienić taką michę na miseczkę? Czy może masz jakiś pasek na podorędziu, który Ci to zwęzi? Skoro zwiększaliśmy żołądek powolutku, to może i zmniejszajmy powolutku. Wyobraź sobie, że wkładasz pomidorka do małej miseczki – czujesz pewnie i sytość, bo ta miseczka jest wypełniona. Tego samego pomidorka włóż do michy – pusto, co nie? Nie dziwota, że jesteś głodna/y a wiadomo, że jak Polak głodny to i zły. Zmniejszaj sobie porcje powoli. Jesz na śniadanie 3 kromki chleba? Zjedz jutro dwie – głodu za bardzo nie odczujesz, mózg jest oszukany i micha się zmniejszy. No może nie zaraz po takim śniadanku, ale jednak.
7.     Broń Cię Boże przed chemią – na rynku istnieje mnóstwo pigułek odchudzających.  Pół biedy jak są one naturalne, oparte na imbirze, czystku czy innych ziołach. Niestety w większości to czysta chemia, która nie dość, że nie pomaga to nierzadko ma w sobie narkotyki lub gorzej – dopalacze. Gwarantuję, że schudniesz bez tego i zdrowie będzie w lepszym stanie. Ostrożnie też z suplementacją. Najlepiej pójść do lekarza czy dietetyka i sprawdzić, czego brakuje. Pamiętaj, że suplementacja zaczyna działać po ok. 6 m-cach.
8.     Żeby spalać, trzeba mieć, co spalać – także jemy. Tak jemy! Zdrowa osoba płci żeńskiej, dorosła, ale nie w wieku złotej jesieni, nie ruszając się potrzebuje ok.1500kcal, żeby żyć. Złota jesień coś koło tego, ale jeśli koniecznie masz te kolorowe lata to można to sprawdzić – pewnie niewiele mniej. Tyle potrzebujesz żeby żyć. Jedz, co 3-4 godziny, w małych ilościach, rozsądnie, ale jedz.
9.     Monotonna dieta jest skazana na niepowodzenie – nie wierzę, że lubisz jak ktoś Ci coś narzuca, np. masz jutro ubrać do pracy czerwoną bluzkę i kropka, bo jutro czerwony będzie wpływał na produkcję czerwonych krwinek.  Nie ważne, że np. masz rude włosy i Ci nie pasuje. Zrobisz tak? Pewnie nie, ale jak Ci ktoś powie, że masz jeść powiedzmy, same białko to zjesz, bo, ktoś Ci powiedział, że od tego schudniesz. Albo zupę z kapusty. Wcinasz to aż masz po kokardę, ale chudniesz. A co po schudnięciu? Czy chcesz czy nie opiekujesz się efektem jo-jo?  Zacznij od tego, co lubisz jeść. No w życiu nie uwierzę, że nie masz ulubionych warzyw, owoców czy mięsa. Na pewno masz – no, więc czemu ktoś ma Ci narzucać, co masz jeść? Ja nie lubię brukselki, nie mogę jeść mlecznych rzeczy itd. Ty nie lubisz powiedzmy rzodkiewek – po prostu tak masz. Jedz, więc sobie pomidory zamiast rzodkiewek, poszukaj przepisów, z pomidorami. Urozmaicaj sobie to jedzenie, dodaj kolorów i już się nie męczysz.
10.  Nie traktuj siebie tak bardzo poważnie – nawet jak schudniesz ten kilogram zamiast dwóch to, co się stanie? Ziemia się rozstąpi, stracisz palec? Pamiętaj – straciłeś/aś kilogram- ziarnko – do ziarnka i już masz więcej. Zjadłaś batonik, bo nie dałaś rady? No i cóż wielkiego się stało?  Młodzi rodzice doskonale wiedzą, że jak się liczy ile maluszek zjadł to patrzy się z perspektywy tygodnia, a jak ten maluszek dorośnie to się coś zmienia? Nic. Zjadłaś batonik - miałaś przyjemność, w perspektywie tygodnia to naprawdę Pan Pikuś a po co Ci jeszcze poczucie winy? Jeden batonik ma ok.300kcal, pomyśl, co to jest w kategoriach tego, co potrzebujesz w tygodniu. Nie ruszałaś się, bo nie miałaś czasu? No i co z tego…to jest życie a nie jakiś obóz diety przymusowej.

Na koniec takie małe przypomnienie z lekcji biologii. Proces przemiany materii jest uaktywniany w stanie spokoju. Jeśli będziesz się ciągle stresować Dietą to nie schudniesz, bo organizm skupia się na innych częściach ciała – na sercu, mięśniach, układzie oddechowym. Układ pokarmowy stoi w miejscu i czeka na swoją kolejkę, czyli aż przestaniesz się denerwować. Wnioski wyciągnij sam/a.

środa, 7 września 2016

Sałatka z łososiem i makaronem

Dostałam niedawno ciekawą paczuszkę z wyrobami Lubelli. W paczce tej był ciekawy makaron muszelki. Nadaje się on do zup ale ja , jak wiecie lub jeszcze nie - nie  lubię tradycyjnych połączeń dlatego wymyśliłam coś innego. Fenomenalna sałatka, którą można sobie zafundować na obiad lub lekką kolację.  Świeże teraz warzywka , do tego zdrowa rybka , makaron odrobina sosu na bazie jogurtu naturalnego i posiłek zdrowy, pożywny i sycący nie tylko brzuszek ale i oczy ;) zadowoli z pewnością nie jednego.

Sałatka z łososiem i makaronem

- 100 g makaronu muszelki Lubella
- pół dużej czerwonej papryki
- pół dużej żółtej papryki
- jeden średni ogórek gruntowy
- 1 duży pomidor
- 100-150 g łososia
- pół pęczku szczypiorku
- pół główki sałaty lodowej
sos:
- 100 g jogurtu naturlanego
- pół łyżeczki soku z cytryny
- szczypta posiekanego koperku lub suszonego
- sól, pieprz do smaku

Łososia pieczemy z dodatkiem soli i pieprzu lub gotujemy (byle nie smażyć bo sałatka straci lekkość;) ) Studzimy. Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. Studzimy.
Papryki, ogórka i pomidora kroimy w kosteczkę, szczypiorek siekamy. Sałatę myjemy i drzemy w kawałeczki.
Wszystkie składniki łączymy razem i dodajemy ostudzony makaron oraz ostudzonego i pokrojonego w kosteczkę łososia.
Składniki sosu łączymy ze sobą i polewamy sałatkę dopiero na talerzu - bezpośrednio przed konsumpcją.




wtorek, 12 lipca 2016

Kurczak w białym sosie

Wracam, po długiej przerwie "sesyjnej" Egzaminy zaliczone i oficjalnie mogę powiedzieć , że mam w końcu upragnione i wypracowane wakacje. W krótkiej mini- sondzie na FB zadecydowaliście, że chcecie danie wytrawne a nie  słodkie na początek . Spełniam więc Wasze życzenie :) Zanim więc na dobre się rozkręcę, zachęcam do spróbowania , szybkiego i sycącego dania z kurczaka. Nie jest to danie dietetyczne ale bardzo smaczne i szybkie w wykonaniu :)

Kurczak w białym sosie:

- 500 g piersi z kurczaka
- 3 duże ząbki czosnku
- 2 małe czerwone papryki
- pęczek szczypiorku
- po łyżeczce bazylii i estragonu
- 330 ml śmietany 12%
- 250 ml wody
- 2-3 łyżki mąki ziemniaczanej
- sól, pieprz do smaku
- olej do smażenia

Mięso z kurczaka myjemy, osuszamy i tniemy w  dowolne kawałeczki. Paprykę myjemy, usuwamy gniazda nasienne i kroimy w małe paseczki. Szczypiorek myjemy i siekamy. Czosnek przeciskamy przez praskę. Paprykę wrzucamy na rozgrzany olej. Chwilę smażymy. Dodajemy kurczaka i smażymy do momentu aż będzie można widelcem , lub łyżką przekroić kawałek jeszcze na pół. Dodajemy czosnek.Mieszamy.
W osobnej misce łączymy śmietanę z wodą, szczypiorkiem , mąką ziemniaczaną i ziołami. Dolewamy do kurczaka i mieszamy aż do zagotowania śmietany. Wyłączamy ogień i doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Ja podaję do danie z ryżem- ale można oczywiście poeksperymentować z innymi dodatkami . Smacznego :)


środa, 20 kwietnia 2016

Węgierskie naleśniki Gundel

Dziś kuchnia węgierska. Jak to mówią Polak , Węgier ...itd ale czy oprócz słynnego już gulaszu z dużą ilością papryki znamy coś więcej od naszych " bratanków"? Dziś chciałam Wam pokazać pyszny przepis , który wzięłam z węgierskiej strony - znajdziecie ją tutaj na naleśniki Gundel. Są one niezwykle popularne np w Budapeszcie. Zapraszam :)

Naleśniki Gundel
Ciasto naleśnikowe:
- 200ml mleka
- 50 ml oleju lub stopionego masła
- 3 łyżki cukru
- 150 g mąki
- 1-2 jajka duże, kurze
- trochę wody gazowanej
Masa:
- 120g zmiksowanych orzechów ( np włoskie, laskowe lub migdały)
- 80g cukru pudru
- 60 ml śmietany ( 30-36%) ( w wersji light jogurt grecki)
- łyżeczka cynamonu
- ew. w wersji dla dorosłych 2 łyżki rumu
Polewa
- czekolada
- trochę śmietany 

Składniki na ciasto naleśnikowe miksujemy ,odstawiamy na ok.20 min i smażymy naleśniczki.
Orzechy łączymy z cukrem i śmietanką /jogurtem, dodajemy cukier. Masę rozprowadzamy po naleśnikach i składamy - tak jak nam wygodnie. U mnie w trójkącik.
Czekoladę topimy w kąpieli wodnej, dodajemy śmietanę . Polewamy naleśniki i gotowe :)






wtorek, 19 kwietnia 2016

Zupa " Zielono mi "

Wiosna to czas na lekkie posiłki. U mnie w kuchni też rozgościły się zielone warzywa a zwłaszcza młoda kapustka i szparagi. Dziś lekka, dietetyczna zupka głównie z warzyw zielonych ale dla przełamania smaku i koloru znajdziecie tam marchewkę i ziemniaczki. Zupka świetnie wpływa na przemianę materii i zawiera w sobie mało kalorii więc możecie ją jeść do woli ;)

Zupa " Zielono mi"

- mała główka  młodej kapusty
- pęczek szparagów
- ziemniaki - według uznania
- 2 marchewki
- fenkuł
- średnia cukinia
- pęczek świeżego koperku
- seler naciowy
- sól, pieprz do smaku

Kapustę drobno siekamy. Ziemniaki kroimy w kosteczkę. Cukinię myjemy dokładnie i kroimy w półplasterki, Fenkuł siekamy. Marchew kroimy w plasterki. Seler naciowy kroimy w plasterki. Szparagi obieramy i tniemy w kawałeczki. Zalewamy wszystko wodą i gotujemy do miękkości. Na koniec doprawiamy do smaku i dodajemy posiekany koperek.





poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Burgery warzywne z migdałami

Dziś pyszne danie obiadowe. Zamiast tradycyjnych kotletów proponuje burgery warzywne. Można do tego użyć resztek z poprzedniego dnia , więc oszczędność jest ich dodatkowych plusem. Danie jest bezglutenowe i wegetariańskie.

Burgery warzywne z migdałami

- 2 duże ziemniaki
- 200 - 300 g brokuła
- 4 zielone szparagi
- garść płatków migdałowych
- garść ziaren słonecznia
- garść liści szpinaku
- jajko
- do zagęszczenia mąka jaglana ( dla osób bez uczulenia na gluten może być bułka tarta)
- olej do smażenia
- 3 ząbki czosnku
- sól, pieprz, gałka muszkatołowa do smaku

Warzywa  obieramy , dzielimy na mniejsze części i gotujemy do miękkości. Przeciskamy przez praskę. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, sól, pieprz, migdały, słonecznik, pocięty szpinak, jajko i mąkę jaglaną, Formujemy kotleciki i smażymy na rozgrzanym tłuszczu.





piątek, 15 kwietnia 2016

Koktajl "Wampira"

Ciemnoczerwony, gęsty, soczysty płyn , który spłynął  mu do gardła, zaspokoił jego potrzeby energetyczne... tak mógłby brzmieć fragment książki o wampirach ;) tymczasem jest to doskonały opis  mojego koktajlu.  Truskawki, czarne porzeczki i jeżyny - troszkę wody i mamy wspaniałe, lekkie drugie śniadanie. Nieskokaloryczne, pełne wit.C, antyoksydantów, a do tego jest idealny na wszelkie dolegliwości górnych dróg oddechowych.

Koktajl ' Wampira"

- 150g truskawek
- garść porzeczek czarnych
- garść jeżyn
- trochę wody
- kilka listków szpinaku

Wszystko myjemy, szpinak rwiemy na kawałeczki  i miksujemy. Jeśli jest za gęste  dolewamy wody.




czwartek, 14 kwietnia 2016

Sałatka owocowa ze szpinakiem

Dzi coś pysznego na drugie śniadanie . Dość ostrożnie podchodziłam do łączenia szpinaku z owocami ale jak sie okazało to był duzy błąd. Do spróbowania zachęciła mnie koleżanka, która jadła młody szpinak z truskawką w taki sposób , że widać było jaki jest smaczny. Zrobiłam więc i ja i się zakochałam. Smak fantastyczny - jeszcze z mango to jak najlepsze słodycze. Za to nie idą w bioderka i są zdrowe . Jak próbowaliście przypominam a jak nie - polecam;)

Sałatka owocowa ze szpinakiem

- garść młodego szpinaku
- 3-4 duże truskawki
- pół średniego mango
- pół łyżeczki oliwy
- szczypta sezamu

Szpinak myjemy, osuszamy delikatnie , rozkładamy na talerzu. Truskawki myjemy i tniemy w plasterki. Mango obieramy i tniemy w kosteczkę, Układamy na talerzu Szpinak - truskawki -mango. Delikatnie skraplamy oliwą i posypujemy sezamem :)



środa, 13 kwietnia 2016

Kasza jaglana z cynamonem i owocami

Piękny wiosenny dzień warto przywitać czymś lekkim na śniadanie. Jeśli poranek jest mglisty i ponury jak mój dziś to warto rozpocząć go kolorowym posiłkiem. Moja propozycja na dziś zaspokoi oba wymagania.  Jest to lekkie, kolorowe danie , a przede wszystkim zdrowe i bogate we wszystkie niezbędne w niezbędne minerały, witaminy a przede wszystkim drogocenny błonnik. Danie jest bezglutenowe ;)

Kasza jaglana z cynamonem i owocami

- 100g kaszy jaglanej ( ugotowanej bez dodatku soli)
- sok z połowy cytryny
- łyżka miodu  (prawdziwego ;) )
- łyżeczka cynamonu
- 2 truskawki
- pół dużego kiwi
- 1/4 banana
- garść borówek lub jeżyn lub innych owoców

Sok z cytryny dokładnie mieszamy z miodem i cynamonem. Polewamy kaszę i dokładnie mieszamy. Przekładamy na talerz. Na wierzchu układamy obrane i pokrojone w plastry owoce. Zajadamy ;)